Arktyka nie wytrzyma takiej presji. Ponad dwa tysiące gatunków na horyzoncie

To nie fantazja ekologów, lecz wynik twardych analiz — Arktyka przestaje być miejscem niedostępnym. Zmieniający się klimat i globalne przyspieszenie migracji biologicznej sprawiają, że kontynent północny może wkrótce doświadczyć największej inwazji gatunkowej od tysięcy lat.

Krajobraz bez barier. I bez obrony

Dotychczasowa izolacja Arktyki miała wiele twarzy — od śnieżnej pokrywy i mrozu po krótki dzień zimą i ograniczoną wegetację. Te czynniki skutecznie blokowały gatunki przybyszy. Dziś te bariery topnieją szybciej niż wieczna zmarzlina.

Zespół z Norweskiego Uniwersytetu Nauki i Technologii zidentyfikował ponad 2550 gatunków roślin naczyniowych, które mogą bez większych przeszkód rozprzestrzenić się na terenach podbiegunowych. Obszary szczególnie zagrożone to m.in. zachodnia Alaska, Grenlandia, Fennoskandia i Islandia. Tam nisze klimatyczne najbardziej sprzyjają nowym osiedleńcom.

Zmiany, których nie da się odwrócić

Inwazyjne rośliny potrafią nie tylko wyprzeć lokalną florę, lecz także zmieniać skład chemiczny gleby i zakłócać krążenie składników odżywczych. Tego typu transformacje są zwykle nieodwracalne — i o tym właśnie ostrzegają badacze.

Rutewka żółta, gatunek dotąd typowy dla Eurazji, już teraz rozkwita w strefie podbiegunowej, pokazując, jak szybko klimat staje się sprzymierzeńcem roślin ekspansywnych. W obliczu takich zmian, polityczne spory o Arktykę wyglądają jak odwracanie wzroku od spraw zasadniczych.

Alarm z północy

Raport opublikowany w czasopiśmie „Neo Biota” nie owija w bawełnę. Wysoka mobilność ludzi, globalny handel i rosnące temperatury stwarzają warunki do tasowania całych ekosystemów. Arktyka, jeszcze niedawno odporna na te wpływy, staje się podatna — i nie ma już czasu na komfortowy dystans.

Wczesne ostrzeganie może okazać się ostatnią szansą, by nie dopuścić do ekologicznej katastrofy. Pytanie tylko, czy świat zechce je usłyszeć.