Po silnych mrozach przyszła odwilż, a wraz z nią napięcie wśród rolników. Rośliny ozime w każdej chwili mogą ruszyć z wegetacją i gwałtownie zwiększyć zapotrzebowanie na azot, tymczasem gleba często pozostaje rozmarznięta tylko powierzchniowo i przesycona wodą. W praktyce oznacza to jedno: okno na pierwszy wjazd w pole może być bardzo krótkie.
Azot po zimie – potrzeby i ryzyko
Po chłodnych miesiącach mineralizacja w glebie przebiega wolno, a system korzeniowy wymaga regeneracji. Gdy temperatura rośnie, podaż składnika nie zawsze nadąża za tempem wzrostu. Szczególnie wrażliwy pozostaje rzepak ozimy, który w pierwszych tygodniach buduje potencjał plonu i w krótkim czasie pobiera większość sezonowej dawki azotu. Jednocześnie odwilż na tle zmarzniętego podłoża sprzyja stratom – nawóz wysiany przed intensywnymi opadami może zostać częściowo wymyty, zanim roślina zdąży go wykorzystać.
Prawo to jedno, warunki to drugie
Program azotanowy wyznacza ramy stosowania nawozów, a możliwość wcześniejszej aplikacji zależy od spełnienia kryterium temperatury. Sama średnia dobowa powyżej 3°C przez kilka dni nie rozstrzyga jednak wszystkiego. Zakaz obejmuje gleby zamarznięte, zalane lub nasycone wodą. W praktyce rolnik musi ocenić realny stan pola, bo koleiny i ugniatanie struktury potrafią zostawić ślad na cały sezon.
Strategia w niepewnym marcu
Gdy drugi wjazd stoi pod znakiem zapytania, część gospodarstw rozważa podanie większej dawki startowej. Rozsądne dopasowanie ilości i formy azotu do pogody oraz stanu plantacji ogranicza ryzyko strat i nadmiernej biomasy. W rzepaku kluczowe okazuje się też zbilansowanie nawożenia siarką, która poprawia wykorzystanie azotu. W zbożach umiarkowana dawka regeneracyjna bywa zabezpieczeniem na wypadek niepewnego przezimowania. W takich warunkach czekanie na idealny moment może kosztować więcej niż decyzja podjęta w odpowiednim, choć krótkim, oknie pogodowym.