Zmieniające się przepisy i coraz bardziej restrykcyjne decyzje Komisji Europejskiej powodują, że liczba dostępnych substancji czynnych w ochronie roślin systematycznie maleje. Choć jeszcze można mówić o względnym bezpieczeństwie upraw, to w przypadku niektórych gatunków – zwłaszcza bobowatych – sytuacja zaczyna budzić niepokój.
Ograniczenia, ale też nowe nadzieje
Przez ostatnie lata rolnicy boleśnie odczuli skutki wycofywania kolejnych substancji aktywnych – decyzje podejmowane przez KE wynikają głównie z troski o zdrowie ludzi i zwierząt, a także o równowagę środowiskową. Mimo tego trendu, tempo wycofywania substancji zauważalnie spadło, a w ich miejsce pojawiły się nowe propozycje: mefentriflukonazol i fenpikoksamid – dwie substancje z odmiennych grup chemicznych, które mogą uzupełnić luki w dostępnej ochronie fungicydowej.
Niektóre składniki, takie jak azoksystrobina czy mandestrobina, uzyskały wieloletnie przedłużenie możliwości stosowania, co pozwala planować strategię ochrony zboża, rzepaku czy kukurydzy z większym spokojem. Nadal jednak nie sposób nie zauważyć, że różnorodność chemiczna dostępnych środków ochrony staje się coraz bardziej ograniczona – co w dłuższej perspektywie może wpłynąć na wzrost odporności patogenów.
Bobowate na krawędzi – zagrożona przyszłość zapraw nasiennych
Największe zagrożenie dotyczy obecnie upraw roślin bobowatych. Choć dostępny jest jeszcze fludioksonil, jeden z kluczowych składników zapraw do ochrony nasion, jego przyszłość pozostaje niepewna. Ewentualne wycofanie tej substancji to nie tylko ryzyko dla bobowatych, lecz także dla zbóż, które często korzystają z wieloskładnikowych zapraw z jego udziałem. A przecież zaprawianie nasion to zabieg fundamentalny – w niektórych przypadkach jedyny skuteczny sposób ograniczania konkretnych chorób, jak choćby śnieć głowniasta.
Podobne obawy budzi potencjalna utrata tebukonazolu – bez niego, miliony hektarów zasiewów zbóż mogłyby zostać pozbawione jednej z kluczowych linii obrony przed patogenami. W tej sytuacji – i nie jest to tylko figura retoryczna – pytanie o przyszłość ochrony chemicznej przestaje być czysto techniczne. Staje się pytaniem o bezpieczeństwo żywnościowe.