Oksywie nie mówi „nie” rozwojowi. Mówi „nie” chaosowi

Na północy Gdyni może powstać osiedle liczące nawet tysiąc mieszkań. To nie projekt z folderu inwestora, lecz propozycja nowego planu zagospodarowania, nad którym miasto pracuje od 2018 roku. Jednak mieszkańcy dzielnicy Oksywie od miesięcy próbują powstrzymać inwestycję — nie dlatego, że nie chcą rozwoju, ale dlatego, że chcą mieć na niego wpływ.

Mieszkańcy kontra parametry

Spór dotyczy terenów położonych przy ulicach Australijskiej, Śmidowicza i Bosmańskiej. Według planów magistratu, to właśnie tam — na 7,1 hektara gruntów — miałaby stanąć zabudowa wielorodzinna. Dzielnicowa rada i mieszkańcy wskazują jednak jednoznacznie: zabudowa w obecnej formie grozi utratą terenów zielonych, pogorszeniem jakości życia i likwidacją historycznej tożsamości miejsca.

Główne zarzuty dotyczą m.in. planowanej drogi poprowadzonej zaledwie sześć metrów od okien istniejącego bloku, a także przyszłości budynków dawnej żwirowni, w tym obiektu wpisanego do ewidencji zabytków. Mieszkańcy domagają się też utrzymania niższych parametrów zabudowy – takich, jakie określono wcześniej w miejskich warunkach zabudowy i studium zagospodarowania.

Zielona przestrzeń, nie tylko dla wybranych

Oprócz hałasu i korków, protestujący obawiają się także o dostępność terenów rekreacyjnych. Ich zdaniem miasto próbuje przesunąć strefę wypoczynku dla seniorów i osób z niepełnosprawnościami w rejony o trudnym ukształtowaniu terenu, gdzie poruszanie się będzie znacznie utrudnione. Oczekują raczej zagospodarowania przestrzeni w sposób inkluzywny — funkcjonalny i dostępny, a nie symboliczny.

Miasto zapewnia, że wsłuchuje się w głosy mieszkańców i zmniejszyło już teren przewidziany pod zabudowę o dwa hektary. Obszary cenne przyrodniczo mają zostać zachowane jako lasy, zieleń urządzona lub przestrzeń rekreacyjna. W planach znalazły się też funkcje społeczne — przedszkole, żłobek, punkty usługowe.

„Nie jesteśmy przeciwni”. Jesteśmy u siebie

Mimo deklarowanej otwartości władz, zaufanie lokalnej społeczności zostało poważnie nadszarpnięte. – Miasto usuwa z narracji temat Śmidowicza, jakby nie istniał. A przecież to tu mają powstać kolejne mieszkania i droga przebiegająca tuż pod oknami – podkreśla wiceprzewodniczący rady dzielnicy Mateusz Kolera.

Mieszkańcy zapewniają, że nie sprzeciwiają się nowym inwestycjom, pod warunkiem że są one przemyślane i nie burzą istniejącej tkanki urbanistycznej. Zamiast budować od nowa, wskazują alternatywne tereny pod zabudowę. Chcą, by rozwój dzielnicy szedł w parze z ochroną przyrody, historii i codziennego komfortu tych, którzy już tam mieszkają. Bo kto, jak nie oni, ma mieć prawo głosu w sprawie miejsca, które nazywają domem?